Christmas!

Tyle sprzątania, gotowania i przygotowań dla tego jednego wieczoru.

I tak naprawdę już po wszystkim. Kolacja zjedzona, prezenty rozpakowane, kolędy wyśpiewane (głównie przez Roberta który, po zaśpiewaniu jednej linijki refrenu stwierdził, że dalej nie pamięta). I choć przyznaje, że tego roku w gotowaniu zostałam całkowicie wyręczona to jednak czuję się strasznie zmęczona. Tym bardziej, że Susanne pierwsze co zrobiła po kolacji to dopadła miseczki z piernikami, tę których nie zdążyła polizać wylądowały na podłodze. Także efekt jest taki sam jakbym w ogóle nie sprzątała... Oczywiście jak się spodziewałam, prezenty nie zrobiły takiego wrażenia jak to, że wreszcie położyłam pilot na wysokości jej wzroku. Ale mimo tego już ciesze się na następne święta ponieważ będziemy w czwórkę. I Susanne będzie już w takim wieku, że (mam nadzieje) nie będzie robić tyle rozgardiaszu, a Dzidzia (dalej dla nas bez określonej płci) jeszcze nie będzie chodzić;) Jednak mimo wszystko Święta Bożego Narodzenia nadal pozostają moimi ulubionymi świętami w ciągu roku.


 

Brak komentarzy